Otwock - fotograficzna perła Mazowsza
Redaktor: Ania Szykiedans   
29.04.2008.

           Małe zapyziałe miasteczko, jakich wiele znajduje się w okolicach Warszawy.  Na pozór – w przeciwieństwie do wielu z nich Otwock ma i historię, i duszę.

otwock1

A także wielki kłopot, co z pozostałościami tej duszy i historii zrobić. Dlaczego warto zajrzeć do Otwocka? Bo tego, co trzeba w nim zobaczyć, prawdopodobnie już niedługo nie będzie. Płoną przedwojenne drewniane domki, rozpadają w oczach przedwojenne szpitale, pleśnieje być może największy drewniany budynek Europy. A leśny kirkut, jak na ironię, niedługo straci swój urok ze względu na to, że ktoś zaczął o niego dbać.

kirkut1

kirkut2

       Duszę Otwocka stworzył ilustrator „Pana Tadeusza” Michał Elwiro Andriolli.  W 1879 roku kupił 12 włók lasu nad Świdrem i – mieszkając w szałasie – zaczął budować drewniane domki dla wczasowiczów z ozdobami i konstrukcją własnego projektu. Konstanty Ildefons Gałczyński nazwał je później  „świdermajerami”. W XIX-wiecznej przeludnionej Warszawie panowały w tym czasie fatalne warunki sanitarne, kto tylko mógł uciekał na wakacje na wieś – albo do lasu. Jako że w lesie nieopodal włości Andriollego osadę założył warecki rabin, Otwock upodobali sobie głównie warszawscy Żydzi. 20 lat później było tu już 600 willi; po odkryciu właściwości uzdrowiskowych, zaczęły powstawać pensjonaty i sanatoria.

otwock3

            Śmiercią Otwocka stała się II wojna światowa. Z 14 tysięcy otwockich Żydów, po wojnie wróciło do miasteczka 400 osób, na dłużej nie został nikt. Drewniane domki zostały rozparcelowane pomiędzy rodziny, które nie miały gdzie mieszkać. Traktowane są jako własność niczyja – o większość nikt  nie dba. Wielkie założenia szpitalne, przejęte przez państwo, funkcjonowały do lat 90 jako Sanatorium Miasta Warszawy, potem w dużej części popadły w ruinę.

 szpital

            Do Otwocka można dotrzeć samochodem (pół godziny jazdy z Warszawy), autobusem (prywatne odjeżdżają spod Novotelu, byłego Forum, potem jadą Poniatowskiego, Waszyngtona, Grochowską) lub pociągiem (pospieszne z Centralnej, osobowe ze Wschodniej). Co warto zobaczyć?

            Pensjonat Gurewicza – niedaleko torów, na skrzyżowaniu Filipowicza i Armii Krajowej. Wielki drewniany dom z werandami, jeden z największych lub nawet największy w Europie. Budynek opuszczono, niestety teren jest zamknięty i strzeżony, więc obejrzeć i fotografować można tylko z ulicy. Przy ul. Filipowicza znajduje się także park miejski i dawne kasyno – budynek dla kuracjuszy zbudowany z przedwojennej pożyczki rządu Stanów Zjednoczonych, obecnie liceum.

            Interesujący jest budynek dworca i ratusz miejski (ul. Armii Krajowej, przy torach) z początku XX wieku. Nieopodal dworca, po lewej stronie torów rozpada się ceglana willa Julija tworząc malowniczą ruinę z wieżyczką.

            Ciekawe drewniane domki można zobaczyć po lewej stronie linii kolejowej (jadąc od strony Warszawy) – np. na ul. Kościelnej i wszędzie w lesie aż po Śródborów.

otwock1

            Także w lesie, po tej samej stronie linii kolejowej znajdziemy pozostałości przedwojennych sanatoriów. Aby dotrzeć do ruiny Zakładu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Żydów, trzeba wejść w bramę przy ul. Kochanowskiego, a potem kierować się alejką w lewo. Sanatorium, z różnymi funkcjami, istniało tu do lat 90, aż ciężko uwierzyć, patrząc na zrujnowane budynki. Często można tu trafić na strzelających do siebie z różnych wynalazków, ubranych w wojskowe ciuchy ludzi. Niedaleko, przy ul. Borowej, trafimy na pozostałości Sanatorium Dziecięcego „Olin” powstałego dzięki staraniom Aleksandry Piłsudskiej. Właściwie ciężko powiedzieć, że przy ulicy, bo ceglana kapliczka i całkiem nieźle zachowany budynek sanatoryjny stoją w zdziczałym, zarośniętym lasem parku.
            W lesie na obrzeżach Otwocka, w kierunku Karczewa, znajduje się cmentarz żydowski. Trzeba jechać ulicą Andriollego, minąć cmentarz miejski i rozglądać się za strzałką kierującą w prawo, w leśną drogę, pod linią wysokiego napięcia. Drogą można dojechać do samego cmentarza. Pięknie położony leśny cmentarz (pomińmy niechętnym milczeniem przeprowadzoną nad jego częścią linię wysokiego napięcia), jest obecnie porządkowany, przez co zaczyna nieco ze swojej malowniczości tracić. Co ciekawe, wiele macew opisanych jest po polsku.

            Oczywiście polecam także okoliczności przyrodnicze – rzekę Świder, jej ujście do Wisły, las i łąki. Jesienią. I latem. I na wiosnę. Zimą też jest ładnie.