|
Dziękuję Wam serdecznie za wiele e-maili z komentarzami do moich artykułów. Przysyłajcie swoje uwagi i propozycje tematów, którymi mogę się zająć. Dziś zajmę się kilkoma sprawami poruszonymi w Waszych e-mailach. Dlatego też parafrazując „Wujek Dobra Rada” pozwoliłem sobie zatytułować niniejszy artykuł „Wujek Dobra Fota”
Jedna osoba mnie pytała o prowadzenie (zwane też panoramowaniem – nie mylić z robieniem panoram czyli sklejaniu kilku zdjęć w jedno większe). Z reguły fotografując szybko poruszający się obiekt chcemy użyć jak najkrótszego czasu naświetlania, aby obiekt nam nie uciekł. W efekcie dostajemy niezwykle nienaturalne zdjęcie – np. piłka tenisowa zawieszona w powietrzu jakby wisząca na niewidzialnych żyłkach. Brak ruchu mimo, że właściwym celem fotografii było ukazanie dynamicznego sportu. W wielu przypadkach mamy dwie możliwości: trzymać nieruchomo aparat przy stosunkowo dłuższym czasie naświetlania wówczas obiekt będzie lekko rozmyty, a więc w ruchu lub prowadzić aparat za obiektem – wówczas on będzie nieruchomy, a tło rozmyte.
Dobór odpowiedniego czasu zależy od prędkości obiektu, naszej odległości od niego, itp. Ale nie bójmy się czasów rzędu 1/15 – 1/30 sekundy. To przy takich czasach tego typu zdjęcia wychodzą najefektowniej. 
Jak dla mnie zdjęcie z czarnym samochodem jest bardziej dynamiczne mimo, że samochód jest znacznie mniej poruszony niż tło. Mając do dyspozycji aparat cyfrowy można ćwiczyć do woli! Dobrą zasadą jest panoramowanie w ten sposób, iż: zaczynamy patrzeć na obiekt i przesuwać aparat cały czas za obiektem, naciskamy przycisk wykonania zdjęcia – cały czas prowadząc aparat za obiektem i po zrobieniu zdjęcia, jeszcze przez chwilę prowadzimy dalej. Ta metoda, wzięta od strzelców wyborowych, sprawdza się i w fotografii. Kolejny temat poruszany to kwestia napisów widocznych na zdjęciach. Czy zdjęcie można zbudować na napisie. Jest to temat do dyskusji na wieczorne pogawędki przy soku jabłkowym w pubie. Purytanie (zawsze mówiłem puryści, aż sprawdziłem w Słowniku Języka Polskiego, że właściwą formą jest purytanie) twierdzą, że zdjęcie musi być w pełni zrozumiałe dla dowolnej osoby spoza naszego kręgu językowego. Swego czasu i ja byłem zwolennikiem takiego podejścia do fotografii. Swoje zdanie zmodyfikowałem po wielu rozmowach z jednym z moich nauczycieli, Tadeuszem Rolke. Przy okazji polecę każdemu z Was – jeśli tylko będziecie mieć możliwość spotkania z Panem Rolke i posłuchania go o fotografii ulicznej, to każda minuta spotkania jest na wagę złota. Otóż Tadeusz Rolke twierdził, że z reguły wiemy, gdzie będą wystawiane nasze zdjęcia, a więc możemy wyselekcjonować te, które odbiorcy mają szansę zrozumieć z uwagi na język. Mówił także „Można używać napisów na zdjęciach, ale nie za często”. Poniższe zdjęcie może być śmieszne z uwagi na napis. To fotograf decyduje, czy od razu wyjaśnić sprawę stawiając obok rower, czyli „wyłożyć kawę na ławę”, że poręcz jest przeznaczona do wiązania psów, a nie rowerów. Może jednak umieścić w kadrze człowieka, czym – przynajmniej dla niektórych – zmieni sens napisu.  W poniższym przykładzie napis jest, ale jego treść nie ma żadnego znaczenie. Równie dobrze mógłby być to np. „magiel” albo „piekarz” i nie zmieniłoby to sensu zdjęcia. Akurat niektórym „fryzjer” może dać dodatkowe skojarzenie związane z ostatnią aferą piłkarską, jednak dorabianie ideologii, że na tym zdjęciu pokazany jest „fryzjer zdjęty ze swojego miejsca” jest zbyt naciągane. Zostałem zapytany co sądzę o zdjęciach osób tyłem. W wielu przypadkach ma to sens i jest w pełni uzasadnione. Jak na przykład w zdjęciu powyższym. Gdyby człowiek był przodem powstałaby dyskusja, czy wymagana jest jego zgoda na publikację zdjęcia. Fakt, że jest on tyłem (jest nierozpoznawalny, a więc nie narusza się jego prawa do wizerunku) dodatkowo powoduje, że dla odbiorcy jest on dowolnym człowiekiem, a więc symbolem każdego z nas. Jednak przy zdjęciach jak w poniższych przykładach ludzie przodem są zdecydowanie bardziej interesujący.  
Następne, poruszone przez Czytelnika, zagadnienie to kwestia prostowania pionów w architekturze. Ja sam wydałem swego czasu olbrzymie pieniądze na obiektywy z funkcją „shift” umożliwiające uniknięcie tzw. „walących się ścian” na zdjęciach budynków. Współcześnie taką operację można wykonać w programie graficznym. Mi budynki zbiegające się w ogóle nie przeszkadzają. Co więcej, budynki równe są niezwykle nudne i dobre dla architektów. Emocje, odczucia i swego rodzaju wyraz artystyczny, moim zdaniem, dają bardzo często budynki zniekształcone aparatem. Poniższe zdjęcie ma jakikolwiek wydźwięk w formie jakiej jest, a w wyprostowane budynek traci swoją strzelistość. Andrzej G. (Bacio) Baciński, członek Mazowieckiego Towarzystwa Fotograficznego elbacio@gmail.com |